Moj dorosły syn i jego decyzję

2010-05-23 20:09:04

Witam
jestem matką dorosłego syna Piotra lat 27 przez cała swoje zycie dbałam o niego jak najlepij wszystko było dla niego byl moim oczkiem w głowie zastępowałam mu matkę i ojca gdyż mąz bardzo duzo pił jest alkoholikiem, Chciałam jak najlepiej dla swojego dziecka jak kazda matka wspólne wyjazdy,pomoc w naucę tak było do szkoły średniej. Pózniej syn poszedł na płatne studia dzienne za które mu płaciłam. Towrzystwo jakie tam poznał wogóle nie znałam wstydził się przyprowadzać kogoś do domu zaczął kłamać twierdzil ze się uczy chodzi na wykłady lecz tego nie robił przerwał szkołę a ja za nią przez trzy lata płaciłam rzucił studia po drugim roku nie zrobił pracy inżynierskiej mnie oszukał ze skończył tą szkoŁę. Poznał dziewczynę Sylwię zakochał się podjął pracę.Poniewaz potrzebne mu były pieniądze nie wim na co zabrał mnie z konta wszystkie oszczędności życia. Dowiedziałam się o tym przez przypadek kontrolując stan konta w domu był straszna awantura . Syn twierdził że je gdzieś zainwestował domagałam się zwrotu pieniędzy. Zwracał mnie je w ratach. Ciągle kłamał wymysla ł rożne historię wyjeżdzał z domu na kazdy weekend mowiąc ze jedzie odpocząc na działkę i tak to trwał 4 lata. Nadszedł wrzesien 2009 roku dwa dni przed swojm ślubem kościelnym poinformawał nas ze żeni się z Sylwią robi chuczne wesele ale nas tam nie musi byc ja przezyłam szok nikogo nie zaprosił z naszej rodzinny ani chrzestnych ani 74 letniej babci ani rodziców. Ślub odbył sie w kosciele ja stał pół przytomna po lekach ,gdyż choru na sercę. Na weselu nie byłam syn wyprowadził się z domu do swojej żony. Nas zlekceważył i po raz kolejny wyprowadził mnie pieniądze z domu aby móc urządzić wesele. Synowej wogole nie znam nie widzialam jej poza ślubem zapraszalam ich do siebie lecz nie przyszli Syn codziennie dzwoni do nas ale bardzo trudno nam się rozmawia nie przyjeżdza do domu bo chyba mu wstyt ja świece oczami przed rodziną ,gdyż kazdy się pyta co z Piotrkiem rodzina czuję się na nas obrażona nikt nie chce nam w to uwierzyc co on zrobił. Staram mu to wybaczyć lecz jest mi bardzo trudno po tym incydencie moj stan zdrowia sie pogorszył przeszłam zabieg na otwartym sercu obecnie przebywam na zwolnieniu lekarskim, i ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego on tak zrobil. Jak ma się to do przykazania czwartego czcij ojca swego i matkę swoją. Miłuj blizniego swego jak siebie samego. Załamałam się w mnie wiara w ludzi zaczełam się izolowć czuję ogromny bol , serce matki bardzo mnie krwawi . Dlaczego rodzice tak muszą cierpieć z powodu zł a ktore wyrządzaja ich dzieci Zrozpaczona matka

Odnoszę wrażenie, że Pani syn zrobił sobie z pieniędzy bożka, a z Pani skarbonkę, do której może kiedy chce i po ile tylko pragnie sięgnąć...

My kobiety mamy to do siebie, że w imię miłości, zarówno tej do dziecka, jak i do partnera, nie potrafimy stawiać konkretnych granic, które chroniłyby nasze potrzeby i pragnienia. Niestety życie często wtedy bywa dla nas okrutnym nauczycielem. Gdybyśmy poszły za wskazaniem prawdziwej siły kobiety, a nie uległego i zależnego wychowania, jakie otrzymałyśmy w naszym dzieciństwie, potrafiłybyśmy być prawdziwymi mistrzyniami życia dla naszych dzieci, cierpliwymi, ale stanowczymi. Prawdziwa miłość stawia wymagania i wyzwania. "Miłość cierpliwa jest i łaskawa", ale i "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego". Chrystus nie mówi, że mamy kochać innych trochę mniej, lub trochę bardziej niż samych siebie, ale TAK SAMO. Jeżeli nie szanujemy siebie, to nie będziemy potrafili wymagać od innych szacunku dla nas. Jest to zarówno prawda teologiczna, jak i psychologiczna. Podziwiam siłę, z jaką starała się Pani żyć w związku, który Panią nie satysfakcjonował i gdzie Pani z całą pewnością nie była ceniona ani jako kobieta ani żona, więc przeniosła Pani całą energię i opiekuńczość na dziecko, próbując mu wynagrodzić całe zło, jakie go spotkało w rodzinie. Jednakże prawdziwa miłość domaga się wzajemności, nie - jednostronnych poświęceń. Jezeli nie uregulowała Pani wzajemnych relacji z mężem, aby również i Pani choć trochę była szczęśliwa jako kobieta, a wychowanie syna oparła na poczuciu winy, gdyż biedne dziecko nie ma ojca, to trudno tu mówić o miłości, która stawia wymagania. W takiej sytuacji relacje Pani z synem będą oparte na wyrzutach sumienia i nadmiernej chęci wynagrodzenia mu nieszczęścia, jakie go spotkało. A że najczęściej wynagrodzenie krzywd kojarzy się z dobrobytem materialnym, to często dzieci mają dużo dobrego, ale nie mają rodziców. Miłości nie można kupić. A gdzie szacunek męża do żony, czy Pani syn miał możliwość obserwowania troskliwości ojca względem matki? Takie subtelnosci we wzajemnych relacjach rodzą niestety postawę egoistycznego Piotrusia Pana. Jednakże proszę mi wierzyć, że dorosłe dzieci alkoholików mimo, albo wbrew dramatycznym wspomnieniom nie wykorzystują swoich rodziców, często stają się odpowiedzialnymi i wrażliwymi dorosłymi, którzy nie oskarżają swoich bliskich o wszystkie nieszczęścia, jakie ich spotkały. To jednak łączy się z wymaganiami, stanowczością, pokazania im przez kogoś dla nich ważnego, że można przejść własne cierpienie, modelować własne życie według wybranych ideałów, gdyż mamy możliwość wyboru drogi, jaką chcemy podążać.

W sytuacji, w jakiej się Pani znalazła, jedyną możliwością, jaką podpowiedział Pani słuszny gniew jest postawienie granicy synowi, że nie pozwoli mu Pani na finansowe wykorzystanie. Tutaj pokazała Pani, że jest godna szacunku. Tyle że to są tylko finansowe sprawy. Sam fakt, że Pani syn kontaktuje się z Panią, świadczy że jeszcze zależy mu na relacji z rodzicami. Jest ona co prawda osłabiona przez gniew, bo nie miał normalnej rodziny oraz wstyd i poczucie niższej wartości, bo alkoholizm rodziców budzi w dzieciach przeświadczenie zdefektowania. Prawdopodobnie stąd bierze się jego kult pieniądza - skoro nie czuje się pewny siebie, więc chociaż przez dobrobyt materialny zdobędzie szacunek innych i podbuduje własny obraz skutecznego mężczyzny. To też jest jakaś forma ucieczki przed demonami przeszłości. Od Pani teraz zależy, w jaki sposób ułoży Pani relacje z synem, czy pozwoli na lekceważenie i traktowanie siebie jako skarbonki, czy też wskaże na inne ważne cechy wzajemnej relacji, jak np. bezinteresowność, pomoc rodzinną (ale nie finansową) albo wspólne spędzanie czasu bez narzucania własnej obecności. Życzę więc cierpliwości (bez obrażania się, jeżeli nie będą skutkowały zaproszenia), oraz siły i konsekwencji w wyrażaniu własnych kobiecych potrzeb (czego ja pragnę jako matka, teściowa, a później babcia). Proszę słuchać własnego serca i intuicji - one nigdy nie kłamią.

Pracownia Psychologiczno–Terapeutyczna w Gdańsku–Przymorze: http://www.badania-psychoterapia.pl

 

Alicja Drogosz

zobacz komentarze [3]