Molestowanie seksualne i milczenie jezuitów

2010-03-03 11:11:33

Witam Ojca, Ten list jest w konkretnej sprawie. Od pewnego czasu działają jezuickie fora „Rozmawiamy o wierze” i trochę nowsze „Rozmawiamy o wychowaniu”. Cenię je wysoko, czasami też się na nich udzielam. Moje komentarze raczej ukazują … z jednym wyjątkiem, tzn. gdy pojawia się w nich sprawa molestowania seksualnego. Powołując się na konkretny przykład wysłałam swój komentarz do pytania „Masturbacja dziecięca” link: http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/wychowanie/forum/76/n/25 .


Komentarz eksperta odpowiadającego na pytanie zaniepokoił mnie mętnością wywodu, zwłaszcza bałamutnym stwierdzeniem, że powodem masturbacji może być „dom rodzinny i panujące w nim wzorce zachowań”. Kontekst wypowiedzi sugeruje że jest to zachowanie akcydentalne, którego w dalszych etapach rozwoju można się pozbyć i że w zasadzie takie zachowanie jest społecznie akceptowalne. Tymczasem autorka pytania mówi co innego – to zachowanie budzi niepokój i to nie tylko jej, ale rówieśników dziewczynki. W swoim komentarzu umieściłam uwagę że zachowanie dziecka może być symptomem molestowania seksualnego i że sprawę tę należy zbadać, aby tę ewentualność potwierdzić lub wykluczyć. Mój komentarz się nie ukazał, podobnie jak kilka innych poruszających sprawę molestowania jakie pisałam na forum „Rozmawiamy o wierze”. Czytając wiele wypowiedzi przekonałam się o wysokich kompetencjach Ojca w zakresie kierownictwa duchowego i pracy pedagogicznej. Niemniej jednak w serwisach, które Ojciec współtworzy kwestia molestowania seksualnego nieletnich pozostaje nierozpoznana i ignorowana. Nie sugeruje bynajmniej że chodzi tu o jakąś „zmowę milczenia”, ale o niedopuszczanie do świadomości że przypadki wykorzystania seksualnego nieletnich rzeczywiście mogą mieć miejsce. A jeżeli rzeczywiście mają nie należy o tym publicznie mówić, co najwyżej podawać mylne lecz „łagodniejsze” interpretacje symptomów. Podzielę się własną aczkolwiek w tym liście bardzo ogólną uwagą, że bardzo wiele pytań stawianych na wymienionych forach sygnalizujących problemy z różnego rodzaju uzależnieniami seksualnymi, kompulsywnymi myślami, skrupułami czy nawet przypadkami przemocy seksualnej, także w grupie rówieśniczej, pozostawiają bez odpowiedzi przyczynę tych zachowań i brak jasnego wskazania po czyjej stronie leży rzeczywista wina. Przemoc seksualna, której byłam ofiarą w dzieciństwie, w pozornie normalnej rodzinie, wywróciła dalsze moje życie. Zniszczyła mój system nerwowy, naruszyła sferę emocjonalną. Przez większość ludzi jestem nierozumiana, traktowana jak kreatura, która nie potrafi sprostać nie tylko kryteriom społecznym, ale i zasadom ortografii – jestem dysgrafikiem, dlatego przepraszam za ewentualne błędy w liście. Nie chciałabym, żeby moje spostrzeżenia zostały uznane za projekcje własnych problemów na inne sytuacje. W tym liście chciałam zasygnalizować, że wypadki wykorzystania seksualnego dzieci nie są bajką o żelaznym wilku. W rzeczywistości zachodzą o wiele częściej niż dopuszcza je społeczna świadomość. Dość trudno fakt wykorzystania przebija się także do świadomości indywidualnej. Przeżyłam 36 lat zanim wspomnienia, retrospekcje i inne symptomy traumy złożyły się w logiczną całość i umożliwiły tę bolesną konkluzję – jestem ofiarą przemocy, także seksualnej.

Szanowna Pani,
zaangażowałem się najpierw w odpowiadanie na pytania na stronie "rozmawiamy o wierze". Jeszcze czasem znajduję czas, aby udzielić odpowiedzi, głównie na pytania dotyczące Pisma świętego, ale techniczna kraksa, jaka spotkała tę stronę (utrata większości pytań i odpowiedzi), zniechęciła zarówno nas odpowiadających jak i wielu pytających. Bardzo mnie demotywuje pisanie po raz kolejny czegoś, co już kiedyś napisałem. Poświęcam się teraz głównie stronie "rozmawiamy o wychowaniu". W moim zamierzeniu miała to być strona, na której eksperci odpowiadają na zadane pytania i nie chciałbym przekształcać jej w forum dyskusyjne. Wiem jak wiele złego mogą wyrządzić osobie pytającej niekompetentne komentarze i porady, gdy problem jest natury delikatnej. Jak napisałem w regulaminie tej strony:
"Odpowiadający na pytanie może zezwolić na umieszczanie komentarzy. Zachęcamy, aby w komentarzach dzielić się swoim rodzicielskim lub nauczycielskim doświadczeniem. Administrator strony decyduje, czy przesłany komentarz może zostać opublikowany. Nie publikujemy komentarzy obrażających kogokolwiek, niekompetentnych porad psychologicznych lub pedagogicznych, reklam, manifestów ideologicznych i zaczepek trolli".
Do tej pory nie umieściłem tylko jednego komentarza z poradą, która wydała mi się zbyt ryzykowna, jeśli chodzi o dobro osoby pytającej. Nie pamiętam, ale chodziło chyba o kwestię molestowania w kontekście dziecięcej masturbacji. Czasem nie jest łatwo zdecydować się na umieszczenie anonimowego komentarza, gdy jego skutki trudno przewidzieć. Odpowiadający psycholog lub pedagog jest znany z nazwiska i przyjmuje odpowiedzialność za udzieloną poradę. Takiej odpowiedzialności nie przyjmuje anonimowy komentator. Dlatego też anonimowych porad unikamy. Strona służy poradom a nie dyskusji. Podobnie miało być ze stroną "rozmawiamy o wierze". Niestety niektóre wątki przekształcały się w zaciekłe dyskusje. Takie dyskusje też są potrzebne, ale nie taki cel przyświeca naszym portalom. Jeśli jednak nie ma na katolickich forach dyskusyjnych rozmowy na temat ostatnio ujawnionych, przykrych wydarzeń w jezuickich szkołach w Niemczech (molestowanie seksualne), spróbujemy temu tematowi sprostać na ROZMAWIAMY O WYCHOWANIU. Pozdrawiam

Wojciech Żmudziński SJ

zobacz komentarze [3]